Kolejne lato na Islandii ~ mój pierwszy wpis

środa, lipca 09, 2014

Follow my blog with Bloglovin


Kolejne lato na Islandii

Jest to mój debiutancki wpis na blogu, dlatego muszę kilka podstawowych spraw wyjaśnić. Przyjeżdżam tu na dwa-trzy miesiące do pracy sezonowej w hotelu razem ze znajomymi. Tym razem jest to mój czwarty wyjazd, bo łatwo można się od tego uzależnić :) Dobry, chłodny klimat, cudowne krajobrazy i wysokie zarobki, to są rzeczy, które najbardziej mnie tu przyciągają.

A postanowiłam pisać tego bloga, aby pokazać znajomym, w jakim pięknym kraju przyszło mi przebywać :)

Udało się dotrzeć cało i zdrowo! Po przylocie do Islandii mieliśmy problem ze znalezieniem auta zostawionego nam na parkingu - kto to wiedział, że tam są aż 3 rodzaje parkingów? Ten stres został nam zrekompensowany szybką wycieczką po Reykjaviku, w której zobaczyliśmy urocze centrum, bezludne o 2 w nocy, z jednym leniwym kotem siedzącym na rogu ulicy.
Przepraszam za jakość, oczy bolą, ale niedługo zdjęcia ze starych Lumii będą warte miliony ;)

Mimo późnej godziny jest jasno - tak wyglądają noce latem... Dopiero w sierpniu zaczyna się ściemniać, a noc jest naprawdę nocą;p Zobaczyliśmy też jedną z głównych atrakcji stolicy - protestancki kościół Hallgrímskirkja (is. - kościół Hallgrimura).

Wielkoduszni Islandczycy

Po zwiedzaniu miasta nadszedł czas na wyruszenie w drogę do Hotelu! Planowy czas dotarcia - około godziny 4, musiał się przesunąć... Z lewego koła poszedł dym! Musieliśmy zawołać o pomoc. Szczęśliwcem okazał się młody islandzki chłopiec z pobliskiej stacji paliw, który jednak okazał się niezbyt uzdolniony mechanicznie. Za to wykazał się wielką chęcią pomocy i zadzwonił po swoich kolegów, podobno mechaników...

Przyjechało dwóch chłopców o wyglądzie informatyków, jeden miał na wyposażeniu młotek. Oczywiście też nie wiedzieli co robić, postukali młotkiem w koło, i trochę pomogło ;) Widocznie przemoc jest najlepszą metodą na niedziałające sprzęty (na komputer zawsze działało!:)

W nagrodę na (lichą, ale zawsze) pomoc chłopcy dostali pół litra polskiej czystej.  Jednak droga nam przebiegała w stresie - baliśmy się o koło, a awaria była związana z hamulcem. Podczas długiej i krętej podróży po drodze, na której jest wiele stromych zjazdów, hamulce są absolutnym must have...



Okazało się, że radar złapał kolegę w niefortunnym miejscu... Przy miasteczku geotermalnym Hveragerði nasze auto tak się rozpędziło ze stromego zbocza, aż dym szedł z koła, więc mandat był nieunikniony...

W Hotelu byliśmy dopiero o 6 - ekipa już się szykowała do pierwszej zmiany! Zdziwili się na nasz widok o tej porze... Daliśmy nura do łóżek:) Ja spałam jak suseł do 14 godziny... Podróże wykańczają!

A wieczorem imprezka

Tak się złożyło, że akurat wypadł dzień urodzin kolegi:) Melanż! W planach był wypasiony grill po pracy, jednak kapryśna pogoda zniweczyła nasze zamiary. Dania wylądowały w piekarniku, a my rozłożyliśmy się w domku - w 16 osób! Jedzenie było wyborne - nic dziwnego, przygotowywał je nasz jubilat kucharz:D

Egzotyczny "tort" zrobił wrażenie!:)


Oczywiście, jak tradycja nakazuje - po każdej imprezie Dorcia miała na 6.30 do pracy... Z pewnymi trudnościami, ale wstałam. I tradycyjnie również nikt inny nie zawiódł, wszyscy stawili się na czas.

Przesyłam uściski!

MOGĄ CI SIĘ SPODOBAĆ

0 komentarze

Napisz do mnie

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

INSTAGRAM