,

Islandzka pogoda i owce

wtorek, lipca 15, 2014


W moim początkowym zamyśle było pisanie tylko dla kilku najbliższych osób zainteresowanych moim pobytem na Islandii. Jednak z czasem to grono się powiększyło:) Otóż trochę bezproduktywne byłoby każdemu z osobna opisywać "co u mnie słychać". W tym przypadku super dodatkiem są zdjęcia:) Chcę się z Wami podzielić tym, co mi się tu najbardziej podoba - stąd tyle krajobrazów.

Jest to blog publiczny, dlatego nie ujawniam żadnych nazw, nazwisk i wizerunków moich współtowarzyszy. Jeśli ktoś chce wiedzieć więcej może obczaić na moim profilu fb lub po prostu zapytać:)

islandzka pogoda

Aura tu panująca jest bardzo odmienna od polskiej - już zakodowałam w głowie, że mamy jesień (ciągle pada deszcz i wiele porywisty wiatr). Jednak wczoraj było wyjątkowo, bo słonecznie:) Dlatego postanowiłam udać się na spacer. Innym powodem była chęć sfotografowania krajobrazu dla Was. Moim towarzyszem był islandzki pies Roberto- bardzo przyjazny gość:)


islandzkie owce

Islandzkie owce przez prawie cały rok hasają luzem. Ograniczają je jedynie ogrodzenia, które obejmują rozległe tereny. To są naprawdę głupie stworzenia - często włażą na wysokie góry, a gdy nie potrafią zejść w dół - spadają. Trochę jak niektórzy turyści... Ludzie też często udają się w niebezpieczne miejsca, byle tylko doświadczyć jak smakuje ryzyko lub mieć wspaniałe zdjęcie. Ja nie zamierzam tak ryzykować;)

Co roku pierwszy lub drugi weekend września odbywa się wielki spęd owiec. Jest to huczne wydarzenie, w którym biorą udział prawie wszyscy (większość Islandczyków to farmerzy). Do tej pory udało mi się raz w tym wydarzeniu uczestniczyć - w roku 2012. Uczestnicy spędu powinni mieć dobrą kondycję do biegania po górach:)


Wszystkie owce z danego rejonu są zaganiane do specjalnej zagrody, w której są selekcjonowane według numerów na kolczykach.


Przed zimą są strzyżone - wełnę wykorzystuje się do produkcji charakterystycznych sweterków, skarpet, rękawiczek i innych pamiątek. Część zwierząt idzie do uboju - ich mięso jest tutejszym przysmakiem. W dalszej kolejności jada się koninę, wołowinę i wieprzowinę. Osobiście nie zjadłabym konia (nigdy w życiu!), ale próbowałam rekina:D Ten rarytas śmierdzi tak okropnie, iż po otwarciu opakowania musieliśmy wietrzyć całą restaurację. I wcale nie nadrabia smakiem;)


Nutki, które niesamowicie mi się wkręciły i polecam gorąco na poprawę humoru:
Paramore: Ain't It Fun (Cleo, powinno Ci się spodobać!)

Muszę już kończyć, ponieważ mam ostatnio dużo pracy. Pozdrawiam serdecznie i koniecznie dajcie znać, co u Was!:) Chcę wiedzieć, do kogo trafiają moje wpisy:)


MOGĄ CI SIĘ SPODOBAĆ

5 komentarze

Napisz do mnie

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

INSTAGRAM